Kraków - Zakopane

Jesteś tu: » Strona startowa » Aktualności » Kraków - Zakopane

Kraków - Zakopane

Kto nie był z nami na wycieczce, niech żałuje. Było świetnie! Doborowe towarzystwo, doskonały program wyjazdu i nasze wspaniałe humory to gwarancja sukcesu.

Dzień pierwszy

Wyjechaliśmy spod szkoły w czwartek 6 maja wcześnie rano i od razu zaczęły się kłopoty. Korki... Ale co to dla nas? I naszego kierowcy? Dojechaliśmy do Krakowa na czas, który niestety przywitał nas deszczem. Złą passę przełamała uśmiechnięta przewodniczka - pani Ania, z którą zwiedzaliśmy dawną stolicę Polski. A owe zwiedzanie rozpoczęliśmy do spotkania ze smokiem wawelskim, który łypał na nas spod oka i zionął ogniem, więc czym prędzej udaliśmy się na Wawel. Och, piękna ta renesansowa Kaplica Zygmuntowska... Ale do rzeczy - w katedrze łyknęliśmy sporo historii Polski. Niesamowita okazała się historia króla Władysława Jagiełły, który jako 36-letni średniowieczny starzec ożenił się z 12-letnią królową Jadwigą, a potem przeżył jeszcze kilka żon i dożył sędziwego wieku (ponad 80 lat!). No i ten święty Stanisław - straszna śmierć! To zrobiło na nas wrażenie. A dzwon Zygmunta koniecznie musi spełnić nasze życzenia - obiecano nam to. Oczywiście złożyliśmy również hołd prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i jego małżonce. Obejrzeliśmy również dziedziniec zamku królewskiego i pobiegliśmy do Kościoła Mariackiego. Ołtarz Wita Stwosza to jest coś! A potem spacer po Rynku i Sukiennicach - kupowanie pamiątek i nasz czas w Krakowie dobiegł końca. Pożegnaliśmy się więc z tym pięknym miastem i pojechaliśmy do Białego Dunajca, gdzie mieliśmy nocleg. Ku przerażeniu naszych pań, nie byliśmy wcale zmęczeni, toteż zabrały nas jeszcze na spacer po tej góralskiej miejscowości, z której rozciąga się piękna panorama Tatr a Giewont dostojnie na nas „spoglądał".

 

Dzień drugi

Obudził nas deszcz, a raczej ogromna ulewa. Nie zraziliśmy się tym, zakupiliśmy przeciwdeszczowe peleryny i niczym szpiedzy z krainy deszczowców ruszyliśmy na podbój Morskiego Oka. Pan Stanisław - przewodnik tatrzański opowiadał nam o Tatrach gwarą góralską, co bardzo nam się podobało. Droga była ciężka, 18 kilometrów tam i z powrotem, a do tego w strugach deszczu. Nogi bolały, oj bolały - ale wszystko nam zrekompensowały piękne widoki gór, które od czasu do czasu pojawiały się zza chmur i mgły. A już Morskie Oko to prawdziwy raj. I jak tu narzekać? Jednak wieczorem już nadal mieliśmy siły na... zieloną noc. Pasty poszły w ruch i w końcu wylądowały na całą noc u pań w pokoju.

 

Dzień trzeci

I to już ostatni dzień naszej wycieczki. Rozpoczął się on wjazdem na Gubałówkę. Taka kolejka linowa, to jest coś. A szczyt przywitał nas pięknym, gorącym słońcem i cudowną panoramą Tatr. Chętnie byśmy się tam poopalali, ale musieliśmy zejść do Zakopanego. Krótka, ale bardzo stroma trasa z Gubałówki nieźle dała nam w kość - to przyczyna bardzo bolących nóg. A w Zakopanem zwiedziliśmy cmentarz na Pęksowym Brzyzku, gdzie pochowano ludzi wybitnych i zasłużonych dla Zakopanego, Tatr i Podhala. Następnie udaliśmy się na sławne Krupówki i nagle znikło słońce, niebo zrobiło się ciemne i sypnął grad. Pogoda w górach rzeczywiście jest nieprzewidywalna. I tak w wielkiej burzy kupowaliśmy oscypki i góralskie pamiątki, bo tuż po tym nastąpił nasz powrót do domu.

 

Reporterzy z włodowickiej podstawówki

 

 

Opracowanie: szkolnastrona.pl