Moja baśń

Jesteś tu: » Strona startowa » Sukcesy naszych uczniów » Moja baśń

Moja baśń

Ogólnopolski konkurs literacki "Moja baśń" 2013 organizowało Centrum Edukacji Kulturalnej Dzieci i Młodzieży we Wrocławiu. Ze 163 prac wybrano i nagrodzono 10 oraz wyróżniono 13. I z naszej szkoły nagrodzony został Gabor Maksymilian Budai z kl. VI, a wyróżniono pracę Nicol Bigas z kl. VI. Oboje wezmą udział w uroczystym rozdaniu nagród 23 kwietnia we Wrocławiu.

Zobacz TUTAJ


 

,,Pies, Kot i Biała Wieża”

 

 

           Za siedmioma górami, za siedmioma lasami żył sobie pies Sztank i kot  Godin.

 

           Sztank był buldogiem, miał pomarszczoną poczciwą twarz. Posiadał malutki ledwie merdający się ogon i krótką, choć pięknie połyskującą sierść. Godin to kot rasy perskiej. Pokrywało go włosie maści beżowej, lecz łapki i część pyszczka były czarne. Jego wielkie niebieskie oczy przykuwały uwagę . Zwierzątka mieszkały w domku z czerwonego cedru, w którym wszystkie meble obite były białą aksamitną wełną.

 

Pewnego wieczoru siedząc sobie przy kominku, popijając gorącą czekoladę, zaczęli rozmowę:

 

- Nudzi mi się. – powiedział smętnie pies.

 

- Mi też – odmrukał kot.

 

- Każdy dzień zaczynamy tak samo; idziemy nad rzekę, rozmawiamy z krowami, a później wracamy do domu i siedzimy przy ogniu. Pragnę przeżyć przygodę!

 

- Sztank, ty chyba oszalałeś - znów mruknął Godin.

 

Nagle z kominka wylatuje pył, unosi się pędzi w stronę naszych bohaterów. Zrobiło się ciemno. Kiedy dym opadł, znaleźli się w zupełnie innym miejscu. Zniknął ich kominek! Cóż za zdziwienie ich ogarnęło, gdy dookoła ujrzeli tylko ciemność. Sierść targał porywisty wiatr. Nie mogli zrozumieć o co chodzi, gdzie podział się ich domek? Było bardzo ciemno, jedynie oczy kota świeciły, jak słońce w lipcowy dzień. Nagle wiatr ucichł...Pomyśleli wiec, że się prześpią, a rano pomyślą co dalej robić..

 

Nastał ranek... otwierając oczy zobaczyli  magiczną postać. Owy jegomość miał długą siwą brodę , kostur i ubrany był w zgniłozielone szaty. Przedstawiał się jako Liczyrzepa duch gór sowich.

 

- A więc jesteście- powiedział Liczyrzepa.

 

- Jakim prawem nas tu ściągasz ! – ryknął ze złością kot.

 

- Nie denerwuj się poczciwy czworonogu, moja matka Ślęża powiedziała, abym was poprosił o pomoc w odnalezieniu białej wieży.

 

- Dlaczego akurat nas?- zapytał  Sztank.

 

- Ponieważ odziedziczyliście po swoich dziadach niezwykłe umiejętności. Pies ma magiczny kamień w nosie pod skórą, który wyostrza węch,  a pocałunek kota zaleczy każdą ranę.

 

Zwierzątka wyruszyły w drogę. Po drodze spotykali różne rozgałęzienia i rozwścieczone drzewa. Duch powiedział im, że to z powodu zniknięcia wieży.

 

Po drodze znaleźli ranną sarenkę. Kot pomyślał, że kiedy poliże ranę sarenki to ją uzdrowi.

 

I tak też się stało. Kot pocałował ranę i automatycznie się zagoiła. Sarenka podziękowała i szczęśliwa pobiegła do rodziny. Wspinając się w górę spotkali małą płaczącą dziewczynkę .

 

- Jak masz na imię? – zapytał pies.

 

- Berta.- odpowiedziała dziewczynka

 

- Co tu robisz sama w lesie?

 

- Zgubiłam się.

 

- Wiesz gdzie są twoi rodzice?

 

- Nie, ale mam chustkę mamy.

 

Wtedy Sztank nie zwlekał i pobiegł tropiąc rodziców Berty. Po pięciu minutach znaleźli schronisko ,,Sowa” a tam rodziców Berty.

 

- Dziękujemy za pomoc, tak się zamartwiałam o moją pociechę - powiedziała matka

 

- To był nasz obowiązek - z dumą rzekły zwierzęta.

 

Niewiele później spotkali na swojej drodze stado nietoperzy, tkwiących w pajęczynie

 

Poprosili o rychłą pomoc.

 

Godin nie zwlekając wspiął się na drzewo i sprytnie poprzecinał sieci. Wdzięczne nietoperze pożegnały się i odleciały.

 

Wędrując dalej, tuż przy szczycie zobaczyli stary, wysoki, bezlistny buk.

 

Zza drzewa wyszli wszyscy przyjaciele wraz z rodzinami. Stary buk przemówił:

 

-To była próba. Co tysiąc lat zabieram wieże i czekam na  zwierzęta o czystym sercu i woli niesienia pomocy. Tylko takie istoty mogą  odzyskać wieżę dla Wielkiej Sowy. A wy przeszliście tę  próbę znakomicie.

 

Wtedy buk oddał im białą wieżę. Pobiegli wszyscy razem na szczyt i zasadzili ją.

 

A ona rosła, rosła i rosła aż do 25m.

 

Wtem pył się uniósł i pies i kot wrócili do swojego cedrowego domku.

 

                 Morał z tego bardzo mądry, że warto pomagać.

 

 

 

Gabor Maksymilian Budai (opiekun Anna Grzybowska)




 

,,Bryła złota ''

 

 

 

Dawno,dawno temu w niewielkiej mieścinie,kotlinie,mieszkała rodzina z trzema córkami.

 

Najstarsza z sióstr Kalina ,była niezbyt urodziwa i zawsze miała skwaszoną minę ,a jej włosy przypominały kępę suchej trawy. Średnia z sióstr Jagoda,była ani ładna ,ani brzydka,ciągle nadąsana i miała długi szpiczasty nos. Najmłodsza z nich miała na imię Malina,była drobną istotką o długich blond włosach i wielkich niebieskich oczach. Różniła się od swoich starszych sióstr,ponieważ ,była zawsze uśmiechnięta i skora do pomocy innym. Pewnego dnia rodzice rozkazali dziewczętom aby udały się do Muzeum Górnictwa w Nowej Rudzie,aby poznać historię swojego miasta,oraz historię górnictwa ,które żywiło mieszkańców tych ziem. Kalina i Jagoda nie były zadowolone z wycieczki,jednak,Malina była zachwycona pomysłem rodziców,ponieważ wreszcie mogła zobaczyć coś naprawdę interesującego. Gdy weszły do muzeum,przeszył ich zimny chłód. Wszędzie dookoła na wielkich regałach leżały przeróżne eksponaty: lampy,ładunki strzałowe,aparaty ucieczkowe,natomiast przy ścianach stały modele maszyn górniczych,oraz stroje dawnych górników. Dziewczyny przymierzały górnicze czako i próbowały obsługiwać dyspozytornię,ale Kalina i Jagoda były znudzone i robiły to bez entuzjazmu. Udając się dalej do sztolni skąplikowanym labiryntem ,mijały wielkie piece i wieże szybowe. Było tam dość ciemno,a sklepienie szybu było niskie. Wokół stało wiele dużych maszyn,które w ciemności sprawiały wrażenie uśpionych potworów. Nagle ich oczom ukazały się skamieniałe pnie drzew,które otaczała tajemnica wielu tysięcy lat. Jednym z drzew była,jak się okazało araukaria,drzewo iglaste,które było rzadkości na skalę światową. Starsze dziewczyny nie mogąc się oprzeć odłamały po kawałku tej cennej skamieliny i włożyły sobie do kieszeni. Malina niczego nie świadoma nadal podziwiała kolejne znaleziska. Nagle przed siostrami stanął Skarbnik-duch kopalni. Był to skrzat o wielkiej magicznej mocy i niewielkiej posturze z długą siwą brodą , ubrany w długie bure szaty. W ręku trzymał długą laskę na końcu,której widniał wielki błyszczący czarny diament. Duch bardzo był rozgniewany,ponieważ nie lubi ani kobiet ,ani dziewcząt. Jego twarz wykrzywiła się w gniewnym grymasie i huknął grobowym głosem:

 

-Ten kto się ważył ukraść z kopalni araukarię zostanie w niej po wsze czasy i nigdy nie znajdzie wyjścia z labiryntu!

 

Malina przerażona złowrogą postawą Skarbnika padła na kolana i zaczęła prosić o łaskę dla sióstr:

 

-O wszechmocny Skarbniku wiemy,że jesteś dobrym i mądrym,gdy ktoś potrzebuje pomocy potrafisz uratować i podać pomocna dłoń,potrzebującym odsłonisz żyły złota i węgla. Moje siostry nie chciały zakłócać twojego spokoju,chciały tylko poznać historię górnictwa,jednak ich bezmyślność przysłoniła im oczy i zaćmiła umysły. Wiem,że na złych ludzi potrafisz zwalić stropy i zasypać,ale moje siostry nie są złe,tylko nie zawsze pamiętają o dobrych radach rodziców. Oddając tę rzadką skamielinę błagam cię o uchylenie kary moim siostrom.

 

Skarbnik spojrzał na Malinę ciepłym wzrokiem i przemówił cicho:

 

-wiem dziecko,że masz dobre serce i że jesteś bardzo dobrą osóbką. Siostry powinny brać z ciebie przykład. Jesteś posłuszną ,a przede wszystkim słuchasz rodziców.

 

Duch zamilkł przez chwilę,podniósł głowę i rzekł głośno:

 

-Kalino i Jagodo daruję wam karę,a wasza siostra Malina otrzyma ode mnie wielką nagrodę-bryłę węgla z opiłkami prawdziwego złota,który przynosi szczęście.

 

Siostry podziękowały serdecznie,ukłoniły się nisko i szybko pobiegły do domu.

 

Od tego czasu starsze siostry bardzo się zmieniły ,słuchają rodziców i pomagają młodszej siostrze.

 

Często wspominały przygodę jaką przeżyły wspólnie w kopalni. Od czasu kiedy Malina otrzymała cudowny dar od Skarbnika w ich domu zapanowała harmonia i szczęście. Uczciwość Maliny okazała się wielką cnotą,bo uczciwość zawsze popłaca.

 

Nicol Bigas, kl. VI (opiekun Anna Grzybowska)  


Opracowanie: szkolnastrona.pl